niedziela, 21 kwietnia 2013

3 ważne powody, dla których warto wybrać Gimnazjum nr 8 w Gdyni

Klasa matematyczno-informatyczna.

Klasa matematyczno-informatyczna to miejsce dla tych, dla których cyfry stanowią szereg tajemnic do odkrycia oraz dla tych, którym logiczne myślenie i zawiłości matematyczne przypominają bardziej rozwiązywanie zagadek detektywistycznych niż nudne ślęczenie nad zeszytem. Tu nauczysz się pokonywać trudności obliczeniowe, poznasz tajniki Królowej Nauk, nabędziesz umiejętności, które pomogą Ci nie tylko w konkursach gimnazjalnych, ale również na lekcjach matematyki w szkole średniej i w życiu codziennym. To jednak nie wszystko. Nie tylko pasjonaci potęg, pierwiastków i geometrii bowiem znajdą tu coś dla siebie. Rozszerzony program z informatyki pozwoli Ci na pogłębienie wiadomości z uwielbianego przedmiotu. Komputer więc przestanie mieć przed Tobą tajemnice, a cyberświat otworzy Ci swoje podwoje. Jeśli więc liczby i bajty to to, co lubisz najbardziej, ta klasa jest ewidentnie dla Ciebie!

Klasa kulturoznawczo-dziennikarska.

Lubisz czytać? Oglądać filmy? Pokątnie skrobiesz w kajecie wiersze albo opowiadania? A może marzy Ci się prowadzanie w przyszłości wywiadów ze znanymi gwiazdami we własnym show? Chcesz wiedzieć, co niezwykłego jest w obrazach van Gogha i czemu Mickiewicz byłby dziś najlepszym raperem wszechczasów? Jeśli tak, klasa kulturoznawczo-dziennikarska to miejsce dla Ciebie. Tu niezwykły świat kultury odkryje przed Tobą swoje tajemnice. Dowiesz się nie tylko, jak czytać, żeby rozumieć więcej, ale także tego, jak wyrażać i argumentować własne zdanie. Zobaczysz, jak ściśle rzeczywistość, w której żyjesz, wiąże się z tym, co było i z jak dalekiej historii twórcy reklam biorą swoje pomysły. Okaże się, że słowo pisane może być równie pasjonujące jak gra komputerowa, a dzieje świata okraszone są wciąż nieodgadnionymi tajemnicami. Nie zawsze jednak będziemy siedzieć w szkolnej ławie. Aby posmakować kultury, trzeba bowiem wyjść poza ramy. Czekają nas podróże w świat kultury wysokiej, ale również w pokrętne zaułki kultury masowej. Odwiedzimy razem teatr, kino, spektakl kabaretowy, podyskutujemy w Szkolnym Klubie Filmowym. A kto wie? Może nawet dasz się zaprosić do opery? Gdybyś więc chciał wiedzieć, co w mowie i kulturze piszczy... trafiłeś do miejsca stworzonego dla Ciebie!

Klasa języka angielskiego z technologią informacyjno-komunikacyjną

Jeśli brytyjski akcent przyspiesza bicie Twojego serca, facebook spowodował, że znajomych masz na całym świecie, a czasem brakuje Ci słów, żeby wyrazić wszystkie swoje myśli... Jeśli uwielbiasz spędzać czas przy komputerze i po nocach śni Ci się podjadanie apple pie nad Tamizą, lepiej trafić nie mogłeś. Ta klasa rozwinie Twoje zainteresowania krajami anglojęzycznymi i wyposaży Cię w umiejętności komunikowania się z ludźmi spoza granic Polski. Lekcje języka angielskiego i informatyki pozwolą Ci przenieść się na wirtualną chwilę nad Wielki Kanion i spojrzeć na świat z London Eye... Jeżeli więc marzy Ci się oglądanie hitów filmowych bez konieczności czytania uciekających napisów albo chcesz mówić jak rodowity Brytyjczyk, ta klasa spełni wszystkie Twoje oczekiwania.

wtorek, 9 kwietnia 2013

Wywiad przeprowadzony przez Elżbietę Malec podczas drogi powrotnej do Polski z uczestniczkami II spotkania projektowego w Słowenii Aleksandrą Fiutowską , Mariką Bunar i Kają Tchórzewska – uczennicami naszego gimnazjum.

E.M. Z jakimi wrażeniami wyjeżdżacie ze Słowenii?

Marika: Było fantastycznie, niezwykle i cieszymy się, że mogłyśmy tu przyjechać! Przede wszystkim dlatego, że poznałyśmy mnóstwo wspaniałych ludzi i mamy teraz wielu nowych przyjaciół. Zaprzyjaźniłyśmy się przede wszystkim ze Słoweńcami i Portugalczykami – są bardzo sympatyczni i otwarci. Będziemy do siebie pisać i rozmawiać poprzez Skype. Osoby z innych krajów też nam się podobały np. Duńczycy.

Kaja: Słoweńska szkoła zrobiła na nas duże wrażenie, podobały się nam stosunki w niej panujące i gościnne przyjęcie, które nas spotkało. To, że mogłyśmy mieszkać w domach rodzinnych naszych słoweńskich rówieśniczek, dzięki czemu poznałyśmy ich życie codzienne i warunki, w jakich żyją Słoweńcy. To wszystko było dla nas interesujące.

Ola: Jeszcze przed przyjazdem mogłyśmy poznać poprzez Facebook nasze koleżanki – Leę, Mojcę i Tinkarę, u których mieszkałyśmy, dzięki temu łatwiej było przełamać pierwsze lody i barierę językową. Porozumiewałyśmy się po angielsku i okazało się, że dobrze sobie radzimy. Choć oczywiście uczyć się trzeba dalej, bo też zdałyśmy sobie sprawę z naszych niedociągnięć. Jednak w porównaniu z innym wypadłyśmy bardzo dobrze. Czuję, że mój angielski wzmocnił się, teraz wiem, że mogę sobie sama poradzić, gdy będę musiała mówić w tym języku.

Kaja: Prezentacja po angielsku na temat „Szczęście dawniej i dziś” poszła nam świetnie, rozbawiliśmy widownię, potem wszyscy gratulowali nam. Dobrze się czułyśmy w Słowenii, często byłyśmy spontaniczne, np. jako pierwsze zaczęłyśmy śpiewać Happy Birthday dla dyrektora szkoły z Niemiec, który miał w tym dniu urodziny, inni dołączyli i dzięki temu wytworzyła się bardzo miła atmosfera. Zrobiłyśmy też furorę na dyskotece, wszyscy z nami tańczyli!

E.M. Podczas tego wyjazdu, jak już wspomniałyście, mieszkałyście u rodzin słoweńskich. Co dało Wam to doświadczenie? Czego dowiedziałyście się o ich życiu codziennym?

Kaja: Mój przyjazd był dla tej rodziny wielkim świętem i przeżyciem. Ja też byłam podekscytowana. Na moją cześć została przygotowana uroczysta kolacja z dobrym jedzeniem. Miło rozmawialiśmy. Wszyscy ucieszyli się z prezentów, które im przywiozłam z Polski. Mojca – moja rówieśniczka zabrała mnie wieczorem nad rzekę, bo tego dnia odbywa się w Kropie – pobliskiej wiosce Święto Światła – ludzie wykonują łódeczki w kształcie domków i oświetlone świeczkami puszczają z nurtem wody. Ma to im przynieść szczęście. To było bardzo widowiskowe. Następnego popołudnia byłyśmy na zajęciach tanecznych – młodzież i dzieci uczą się tańców ludowych, tańczyłam razem z nimi… Moi gospodarze byli dobrzy i pomocni nie tylko dla mnie, widać, że to kochająca się rodzina. Warunki w domu są podobne do naszych. Mieszkałam w osobnym pokoju gościnnym.

Marika: U mnie tak samo – spotkało mnie miłe przyjęcie. Mieszkałam w jednym pokoju z Leą. Codziennie rano chodziłyśmy na piechotę do szkoły, to niedaleko, inni uczniowie jeżdżą autobusem szkolnym. Świetnie się dogadywałam, wszyscy byli dla mnie bardzo serdeczni. Byłam na basenie i na zakupach w dużym supermarkecie. Zaprzyjaźniłam się z Leą, będziemy do siebie pisały, może przyjedzie do Polski?

Ola: Ja trafiłam do rodziny, która mieszka na wsi i ma gospodarstwo rolne, krowy. Moje rówieśniczki - siostry Tinkara i Lucija miło mnie przyjęły. Rodzina na co dzień żyje skromnie. Częstowano mnie miodem, który jest tu wspaniały, Słowenia z niego słynie. W „mojej” rodzinie wszyscy pili herbatę owocową z miodem do każdego posiłku. Rano jadłam tylko płatki z mlekiem, bo w szkole wszyscy uczniowie mają drugie śniadanie – bułkę i jogurt albo banana i owsiankę. Dyżurny przynosi je na tacy i uczniowie jedzą je w swoich salach. Potem – około 13 jest obiad w stołówce – też dla wszystkich. Ogólnie jestem zadowolona z mieszkania u rodziny słoweńskiej, zobaczyłam, jak żyje się biedniej, co wcale nie znaczy gorzej.

E.M. Proszę teraz o Wasze opinie na temat słoweńskiej szkoły w Lipnicy, która jest naszą szkołą partnerską. To tu odbywało się II spotkanie projektowe pt. „Szczęście dawniej i dziś” i prezentacja przygotowanego zadania przez wszystkich uczestników z 7 krajów. Byłyście na wielu lekcjach różnych przedmiotów w ciągu trzech dni pobytu w szkole.

Kaja, Marika, Ola: - Szkoła spodobała się nam szczególnie! Bardzo się nam podobała! Nie tylko jej wygląd, wyposażenie, ale przede wszystkim przyjazna atmosfera i miłe podejście do uczniów!

  • Najbardziej podobała się nam życzliwość, serdeczność, zrozumienie, jakie panują między nauczycielami a uczniami. Brak jakiejkolwiek nerwowości, „zero stresu”. Nauczyciele są cierpliwi, spokojni, mili. Nigdy nie krzyczą, nie podnoszą głosu, nie wywyższają się, traktują uczniów na równi.
  • Są otwarci i uprzejmi dla wszystkich uczniów, uśmiechają się, widać, że lubią swoja pracę. Uczniowie lubią swych nauczycieli i szkołę!
  • Pan Andrej – koordynator Comeniusa – nas gospodarz przyjął nas wyjątkowo gościnnie, jest wesoły, ma świetny kontakt z uczniami, bardzo dobrze mówi po angielsku.
  • Lekcje ciekawe, odbywające się w miłej atmosferze, jest wiele eksperymentów, które służą temu, by wiedza została w głowie. Nie ma presji na wyniki, nie ma stresowania.
  • Widać, że nauczyciele uczą z powołaniem. Uczą tego, co przydatne w życiu.
  • Są tu sale przedmiotowe, bardzo dobrze wyposażone, w każdej tablice interaktywne.
  • Nie ma dzwonków, tylko w zamian krótki sygnał – fragment piosenki ludowej grany na trąbce, dzięki temu nie ma nerwowości, którą wzbudza głośny, irytujący dźwięk dzwonka.
  • Nauczyciele nie przerywają lekcji, gdy ktoś się spóźni, ta osoba po prostu cichutko siada.
  • Podczas przerw nikt nie wrzeszczy, jest spokój i nie ma hałasu. Z radiowęzła gra delikatna muzyka.
  • Zaskoczyła nas przyjaźń panująca między starszymi a młodszymi, na holach widać dzieci w różnym wieku rozmawiające ze sobą.
  • Młodsze dzieci spacerują między starszymi, nikt nikomu nie dokucza, nie robi krzywdy. Jest po prostu przyjaźnie. Wszyscy dobrze się tu czują.
  • Szczególne wrażenie zrobili na nas słoweńscy chłopcy: są niezwykle mili, naturalni, przyjacielscy, uśmiechnięci, można z nimi normalnie pogadać. Nic nie jest w nich na pokaz. Tak samo zachowują się wobec swoich koleżanek – są uprzejmi, normalni. Nie zauważyłyśmy złośliwości, docinków, pozerstwa. Zazdrościmy.
  • Dziewczyny też są świetne.
  • Markowe ciuchy nie są tu wyznacznikiem wartości człowieka!
  • Uczniowie chodzą w kapciach (!), dzięki temu jest wygodnie, to nie żaden obciach.
  • W szatni są szafki na rzeczy dla każdego ucznia, to takie użyteczne, potrzebne!
  • Szkoła jest kolorowa, wesoła! Wygodne ławki na korytarzach, stojące kwiaty.
  • Po prostu szkoła jest miejscem bardzo przyjaznym, wszyscy z przyjemnością tu przychodzą.

E.M. Czyli to szkoła idealna.

K. M. O. : Tak, mogłybyśmy do niej chodzić, uczyć się tu i mieć wielu szczerych przyjaciół.

E.M. Proszę, abyście teraz wypowiedziały się i przedstawiły swoje opinie, wnioski na temat zadania projektowego „Szczęście dawniej i dziś”.

Ola: Trochę denerwowałam się przed występem, miałam tremę, ale wszystko się udało. Przedstawiłam historię miłości mojej babci i dziadka, na plakacie umieściłam zdjęcia z różnych etapów ich wspólnego życia, opowiedziałam o nich. Wcześniej przeprowadziłam wywiad z babcią (dziadek już niestety nie żyje), dowiedziałam się o nich więcej. To było dla mnie ciekawe. Starałam się interesująco przedstawić ich historię i cieszę się, że dzięki temu projektowi mogłam dokładniej poznać dzieje mojej rodziny. Tłumacząc wywiad na język angielski, poznałam wiele nowych słów, to duża korzyść.

Marika i Kaja: My też przedstawiłyśmy historie rodzinne oraz nasze aktualne pojmowanie szczęścia. Bardzo podobały się nam występy osób z różnych krajów na ten temat. Kiedyś ludziom wystarczyło bardzo niewiele, by być szczęśliwymi, małe rzeczy sprawiały wielką radość, dziś wszystko jest dostępne na co dzień, więc może nie zawsze doceniamy to, co mamy. Zauważyłyśmy wiele podobieństw w rozumieniu szczęścia, choć dla starszego pokolenia przede wszystkim liczyło się kiedyś przeżycie wojny, ale niematerialne wartości jak rodzina, przyjaźń są wieczne. Szczęście w krajach europejskich było i jest pojmowane tak samo.

E.M. : Co chciałybyście dodać na koniec naszego wywiadu?

Marika: Spotkanie bardzo udane. Bardzo sie cieszę, że mogłam tu przyjechać. Słowenia to taki piękny, spokojny kraj. Ludzie żyją tu bez nerwów i pośpiechu, w przyjaźni, może trochę skromniej niż my, ale to przecież nie jest takie ważne. Natura jest nieskażona, wokół piękne Alpy, nie ma reklam przy drogach, wszyscy są życzliwi dla siebie. Chciałabym tu żyć, mieszkać… Na pewno będę namawiała moją rodzinę, by przyjechać do Słowenii w czasie wakacji i zachęcam wszystkich do odwiedzin tego kraju.

II spotkanie projektowe Comenius w Słowenii.

Nasza szkoła od początku bieżącego roku szkolnego bierze udział w realizacji programu Comenius pt. "Europejska Młodzież. Przeszłość. Teraźniejszość. Przyszłość." Wspólnie z 6 szkołami z krajów partnerskich z Niemiec, Danii, Węgier, Portugalii, Włoch oraz Słowenii przygotowane zostało drugie spotkanie projektowe pt. "Szczęście dawniej i dziś". Miejsce spotkania uczestników to szkoła w Lipnicy - niewielkiej miejscowości niedaleko Lublany w Słowenii. Odbyło się ono w dniach 11 - 15 marca 2013 r.

ZS 7 reprezentowały uczennice gimnazjum: Aleksandra Fiutowska z klasy Ia, Marika Bunar i Kaja Tchórzewska z klasy IIIa, które w języku angielskim wygłosiły wystąpienia przygotowane wcześniej na podstawie przeprowadzonych wywiadów ze swymi babciami, dziadkami, rodzicami; sięgnęły wówczas także do albumów rodzinnych. Przedstawiły własnoręcznie wykonane plakaty ze zdjęciami ilustrującymi temat projektu. Do Słowenii zostały zabrane również plakaty na temat „Szczęście dawniej i dziś” pięknie wykonane przez Karolinę Burzyńską z kl. IIIa i Dawida Wróbla z kl. Ib oraz ciekawe prace plastyczne uczniów z różnych klas szkoły podstawowej i gimnazjum. Część prac fotograficznych została wykonana na zajęciach koła fotograficznego prowadzonego przez panią Martę Żulińską – Ziębę i na zajęciach Koła Comenius prowadzonego przez koordynatorki programu panie Elżbietę Malec i Małgorzatę Bergau – Jankowską. W/w nauczycielki były obecne na II spotkaniu projektowym.

W Słowenii przedstawiciele uczniów z siedmiu szkół krajów partnerskich w ciekawych prezentacjach ustnych i multimedialnych wyrazili swe refleksje na temat pojmowania szczęścia "dawniej i dziś". Nasuwa się wniosek, że pojęcie szczęścia przez pokolenia we wszystkich krajach było takie samo i nie uległo zmianie - nadal, tak jak kiedyś, - cenne są wartości: rodzina, miłość, przyjaźń, sport, wypoczynek, satysfakcjonująca praca, zdrowie, ciekawe hobby. Cenne jest to, że żyjemy w czasach pokoju, nie ma w Europie wojen i poważnych konfliktów. To wszystko daje ludziom poczucie szczęścia, a nie jest nim jedynie dążenie do posiadania rzeczy materialnych.

Mieliśmy okazję obejrzeć szkołę w Lipnicy, uczestniczyliśmy w wielu lekcjach. Uczęszcza do niej około 200 uczniów mieszkających w okolicznych miejscowościach. Szkoła jest bardzo przyjazna dla uczniów, dobrze wyposażona, kolorowa. Panuje tu bardzo przyjemna, spokojna, wręcz rodzinna atmosfera, którą tworzą pani dyrektor, nauczyciele i sami uczniowie, wszyscy bardzo życzliwie do siebie nastawieni. Wszyscy uczestnicy spotkania mieli możliwość zwiedzenia Muzeum Kowalstwa i uczestniczenia w pokazie kucia żelaza w Kropie - niewielkiej słoweńskiej wiosce słynnej z wyrobów artystycznych wytwarzanych przez miejscowych kowali. W Lublanie – stolicy Słowenii w Muzeum Etnograficznym uczniowie i nauczyciele zapoznali się z bogatym dziedzictwem tego pięknego kraju.

Spotkanie okazało się bardzo owocne, pozwoliło kolejny raz na zacieśnienie współpracy między szkołami partnerskimi, wymianę myśli i nawiązanie nowych przyjaźni. [autorka Elżbieta Malec]

środa, 12 grudnia 2012

Rowerem po śniegu, czyli z doniesień Koła Kulturoznawczego cz. I

Niedzielna pogoda pod psem. Szarość, deszcze i wiatr. Zewsząd. A my? A my w wygodnym fotelu kinowym chowamy się przed tym późnojesiennym światem, zapadając się powoli w opowieść snutą przez Piotra Trzaskalskiego... Opowieść o starości, samotności, konflikcie pokoleń i przemijaniu. Pomyślicie sobie, że taaak..., że świetnie, że tematy w sam raz na jesień. Nic, tylko z czystej rozpaczy, w tym ostatnim rzędzie sali nr 3 zabrać się za Krzyżaków, telefonem podświetlając sobie kolejne strony. Może i słusznie. Tylko, skąd u licha w kinie wziąć to niewątpliwie urocze, acz opasłe tomisko?? Z konieczności więc śledzimy fabułę, która nieśpiesznym krokiem rozwija przed nami swoją magię, wciągając nas w ten niebywały spacer po Łodzi i okolicach Posejneli. Tam bowiem głównie toczy się akcja filmu. Choroba Dziadka opuszczonego kilka dni wcześniej przez Babcię zakochaną w innym mężczyźnie ściąga do miasta syna i wnuka, którzy trochę z troski, a trochę z konieczności zawieszają na chwilę swoje wielkie światy (wnuk – Londyn, syn – Berlin) i postanawiają jakoś posklejać ten całkiem drobny, łódzki, nagle rozsypany... To znaczy syn postanawia. Kategorycznie. Bez dwóch zdań nawet. Sławny Pianista - Wirtuoz nie znosi bowiem sprzeciwu. Już uporządkował sobie rzeczywistość, w której to 70-letnie matki nie opuszczają schorowanych 70-letnich ojców, więc z przytupem zarządza poszukiwanie kobiety w celu natychmiastowego nawrócenia jej na domową drogę. Życie oczywiście ma swoje plany w tym względzie i… i co się dzieje dalej, zobaczcie sami. Zajawki, które TVN serwuje nam nieprzerwanie w przerwach reklamowych to tylko przedsmak tego, co dzieje się na ekranie. Mistrzowska gra Urbaniaka, Żmijewskiego i Chodorowskiego pozwala wejść w tę historię całkowicie, oddać serce tej opowieści. Starość, przemijanie, konflikt pokoleń podane są w tak ujmująco lekkiej i uśmiechniętej do nas postaci, że nie zauważamy, kiedy mija tych 90 minut. Trudne sytuacje przełamuje śmiech, a nieśpieszność chwil pozwala zastanowić się nad światem, który się przed nami rozpościera. Do tego ta kapitalna muzyka, tak ważna przecież i dla samych bohaterów, stanowiąca absolutne dopełnienie bajkowości tego obrazu... Czy to film o mężczyznach? Na pewno tak. Czy pokazuje „całą prawdę o facetach”, jak zapewnia nas TVN? To wiedzą pewnie tylko oni sami. Jedno jest pewne, „Mój rower” leniwie, nieśpiesznie, ale w jakże pięknym nastroju przewozi widza na ramie, trochę jakby na gapę do świata, gdzie o rzeczach trudnych mówi się po prostu, gdzie śmiech przeplata się ze wzruszeniem, a problemy w całej swojej niejednoznaczności mrugają do nas okiem znad kubka ciepłej herbaty ciągle serwowanej w porcelanie a’la OW “30 Lat Temu”. I kiedy wychodzimy już z tego kina, trochę mniej straszna nam ta jesień, ta szarość i słota. Film ten w jakiś czarowny sposób ogrzewa duszę i odbudowuje wiarę w niezwykłość zdarzeń, nawet tych przesiąkniętych w deszczem. Na naszej zakręconej skali Niebywałości Kulturalnych dajemy 8 punktów na 10 możliwych.

poniedziałek, 3 grudnia 2012

Wizyta pana Michała Kowalskiego w klasie 5 C

28 listopada 2012 r. odwiedził naszą szkołę pan Michał Kowalski, aktor Teatru Wybrzeże. Został zaproszony przez uczniów klasy 5 c i p. Martę Żulińską na lekcję, w czasie której opowiadał o specyfice zawodu aktora, a także o doświadczeniach podczas pracy nad filmem „Czarny Czwartek”. Pan Michał Kowalski wcielił się bowiem w rolę Brunona Drywy, głównego bohatera filmu, opowiadającego o gdyńskich wydarzeniach Grudnia’70.

Po części poświęconej odpowiadaniu na pytania, nasz gość chętnie przystał na pomysł wykonania zdjęcia grupowego i złożenia pamiątkowych wpisów dla uczniów.

Klasa 5c przygotowuje apel z okazji rocznicy Wydarzeń Grudniowych, a wizyta Pana Michała dodatkowo wzbogaciła zakres wiedzy i poszerzyła horyzonty uczniów na temat tego przełomowego dla Polaków, i gdynian, okresu.

Bardzo dziękujemy Panu Michałowi za odwiedziny i cenną lekcję. Z pewnością zrewanżujemy się wizytą w teatrze na jednym ze spektakli, w których gra.

Wizyta pana Michała Kowalskiego

czwartek, 29 listopada 2012

Wywiad przeprowadzony z uczniami ZS nr 7 w Gdyni - uczestnikami wyjazdu na Węgry w ramach projektu Comenius.

W dniach 12 – 16.11.2012 odbyło się na Węgrzech pierwsze spotkanie projektowe w ramach programu Comenius pt. „Tańce narodowe”. Naszą szkołę reprezentowali uczniowie gimnazjum: Karolina Burzyńska, Angelika Belkiewicz, Oskar Formella i Marcin Wojnicki znakomicie przygotowani przez nauczycielkę wychowania fizycznego – panią Annę Bogucką. Zatańczyli jeden z polskich tańców narodowych – krakowiaka na pokazie, w którym uczestniczyli uczniowie ze szkół z Danii, Włoch, Słowenii, Niemiec i Węgier oraz węgierska publiczność. Na lotnisku w Budapeszcie w drodze do domu, już po zakończonej wizycie z Karoliną, Angeliką, Oskarem i Marcinem wywiad przeprowadziła Elżbieta Malec - nauczycielka ZS 7 i koordynatorka programu Comenius.

E.M: Jakie są wasze pierwsze wrażenia po zakończonym kilkudniowym pobycie w Biscke – małej węgierskiej miejscowości, gdzie mieści się nasza partnerska szkoła i po pokazach tanecznych?

Karolina: Wyjazd okazał się bardzo udany, zintegrowaliśmy się, zaprzyjaźniliśmy z uczestnikami z innych krajów. Miłe były dziewczyny z Danii, Portugalii, Włoch, Niemiec. Jeden chłopiec z Włoch umiał bardzo dobrze mówić po angielsku, był śmiały i komunikatywny, co przydało się podczas wspólnego wykonywania zadań , gdy poznawaliśmy w grupach węgierskie miasteczko. Dobrze, ze w naszej grupie była Niemka, bo w języku niemieckim dogadała się z Węgrem, który powiedział jej, co obecnie znajduje się w zabytkowym pałacu, a ona przetłumaczyła to nam po angielsku.

Angelika: Mnie szczególnie spodobała się mini dyskoteka spontanicznie zorganizowana zaraz po pokazach tanecznych i po wspólnej nauce kroków tańców narodowych z różnych krajów. Tańczyli wtedy wszyscy - i uczniowie, i węgierska publiczność, i nauczyciele. Nikt się nie spodziewał tej dyskoteki, a zorganizował ją Oskar, gdyż przekazał własne nagrania na pendrivie Węgrowi, który zajmował się obsługą techniczną na pokazie. Poprosił go o włączenie piosenek, a dynamiczna muzyka porwała wszystkich do tańca. Dzień wcześniej przecież nauczyliśmy się tańczyć razem tzw. flash moba – układ choreograficzny do piosenki Danza Kazuro. Uczniowie wszystkich krajów zatańczyli go wspólnie, dzięki czemu zintegrowaliśmy się.

Oskar: Pomyślałem, że będzie świetnie, kiedy na koniec pokazów, będziemy mogli jeszcze trochę potańczyć do naszych ulubionych nagrań. Warto czasem improwizować i wykazać się inicjatywą.

Marcin: Tak się stało, że to właśnie my – Polacy - „rozkręciliśmy imprezę”. Dziewczyny z Danii podczas przedpołudniowej próby swego tańca narodowego tańczyły również inny układ do energetycznej muzyki - nowoczesny, żywiołowy i dość trudny. Spodobał się nam i dołączyliśmy do nich. Na właściwym pokazie popołudniowym kiwały do nas, byśmy do nich dołączyli, więc razem z Oskarem wskoczyliśmy do nich na scenę. Potem tę piosenkę „puszczono” jeszcze raz i cały tłum dzieciaków dołączył do Dunek i do nas, by razem tańczyć. To było super! Taniec zdecydowanie łączy!

Oskar: Tak! Taniec usuwa wszystkie bariery! Nauka kroków tańców narodowych też była ciekawym doświadczeniem. Okazały się całkiem interesujące i cieszymy się, że mogliśmy się ich nauczyć. Nie wiedziałem też o tym, że prawie wszystkie zespoły będą mieć stroje ludowe. Uważam teraz, że są one bardzo ważne, dopełniają taniec. Nie ma się czego wstydzić mieć na sobie strój krakowski, choć na początku tak mi się wydawało. Dunki żałowały, że jako jedyne nie mają strojów ludowych, tańczyły w spodniach dresowych i koszulkach. O! Mam też propozycję! Na szkolnej dyskotece nauczymy wszystkich flash moba! Uczestnicy wyjazdu na Węgry będą nauczycielami! Na pewno się wszystkim spodoba.

E.M: To na pewno dobry pomysł, warto go zrealizować. A teraz proszę Was, byście opowiedzieli o naszej partnerskiej szkole węgierskiej, którą odwiedziliśmy. Co się Wam w niej podobało?

Wszyscy: (wymieniają jeden przez drugiego):

  • Przede wszystkim to, że uczniowie mogą wychodzić na dziedziniec, na powietrze w czasie przerw nawet w listopadzie, gdy jest już zimniej. U nas nie można… Kurtki zawieszają w klasach na wieszakach.
  • Godzinna przerwa na lunch! Duża stołówka.
  • Radiowęzeł! Można włączać muzykę w czasie przerw i przekazywać komunikaty przez mikrofon.
  • Szafki w klasach!
  • Najbardziej to, że Węgrzy mają tablice interaktywne! Aż 19! Dzięki temu lekcje są bardzo ciekawie prowadzone. Można na tych tablicach pisać, oglądać filmiki, różne obrazy, zdjęcia, korzystać z internetu w razie potrzeby. Szkoda, ze u nas takich nie ma…
  • Nowoczesny, ładny basen! My też taki mamy!
  • Ale u nas nie ma brodzika i płytszej części dla młodszych dzieci, które dzięki temu na pewno nie boją się wchodzić do wody…
  • Za to nasza biblioteka i czytelnia są ładniejsze, nowocześniejsze, choć bez tablicy interaktywnej.
  • Przystojni węgierscy chłopcy, nosili śmieszne wełniane czapki. Nasz dyrektor od razu by zabronił ich noszenia… U nas jest inny regulamin.

E.M.: Uczestniczyliście też w kilku lekcjach, proszę o wasze spostrzeżenia.

Karolina i Angelika: My byłyśmy na lekcji angielskiego razem z panią Małgorzatą Jankowską – nasza nauczycielką tego języka [jest również koordynatorką programu Comenius w naszej szkole]. Podobało się nam, brałyśmy udział w tych zajęciach na ochotnika, podchodziłyśmy do tablicy interaktywnej, pisałyśmy na niej, rozwiązywałyśmy krzyżówki i robiłyśmy zadania jak inni. Uważamy jednak, że nasz poziom nauki języka angielskiego jest wyższy, my więcej umiemy. Ich nauczycielka od angielskiego - pani Melinda jest bardzo miła. A pani Eva – koordynatorka programu Comenius w węgierskiej szkole – dobrze mówi po angielsku, jest bardzo sympatyczna i gościnna. Super!

Oskar: My razem z Marcinem i panią Anną Bogucką poszliśmy na lekcje wychowania fizycznego. Węgrzy mają w tej szkole bardzo dużą salę gimnastyczną! Zazdrościmy! Grałem razem z uczniami w koszykówkę. Od razu mnie wszyscy zapamiętali i krzyczeli do mnie „Oskar, Oskar!”, bym im podał piłkę. Najbardziej podobało mi się to właśnie!

Marcin: Nic dziwnego, że cię polubili, bo jesteś otwarty, bezpośredni. Oskar: Tak właśnie trzeba się zachowywać, szkoda tracić czas, lepiej od razu się poznać, bez ociągania.

Angelika, Karolina: Zdecydowanie najlepsza była lekcja chemii! Nauczycielka prowadziła ją z wielokrotnym wykorzystaniem tablicy interaktywnej, uczniowie zapisywali na niej reakcje chemiczne, widzieliśmy różne minerały i „na żywo” i na zdjęciach, portrety sławnych chemików, nawet była nasza Maria Skłodowska – Curie, na Węgrzech mówią na nią „Maria Curie”. Nauczycielka zrobiła kilka ciekawych doświadczeń chemicznych, bardzo efektownych. Otworzenie okien okazało się konieczne, bo zapach trudno było znieść, gdyż wytworzył się siarkowodór.

E.M.: Dla pełności obrazu dodam jeszcze, że byłam na lekcji języka węgierskiego razem z naszą panią dyrektor Elżbietą Zgołą i panią Anną Bogucką. To chyba najtrudniejszy język na świecie! Niczego nie zrozumiałam, co mówiła nauczycielka i uczniowie. Wszyscy w spokoju pracowali nad prawidłową pisownią jakiegoś tekstu, zapis był prowadzony przez jednego z uczniów na komputerze, widniał na tablicy interaktywnej, wszyscy mogli sprawdzać poprawność. Tłumaczono także angielskie słowa w teście o free style w narciarstwie, można było również wysłuchać prawidłowej wymowy angielskich słów, wszystko dzięki tablicy interaktywnej.

Oskar: Potwierdza się, ze najważniejszy jest język angielski , on jest wszędzie potrzebny i dzięki niemu można się porozumiewać z osobami, które np. mówią po węgiersku czy duńsku. Bez tego komunikacja byłaby niemożliwa.

Marcin: Tak, miło było, gdy bliżej zapoznaliśmy się z Dunkami. Po wspólnych tańcach i kolacji, gdy zaprosiły nas do stołu, razem siedzieliśmy na korytarzu i uczyliśmy się nawzajem swoich języków, angielski w tym pomagał.

Karolina: Dunki nauczyły się wymawiać np. „kolczyk w nosie”! Choć mówiły śmiesznie!

Angelika: W języku duńskim jest dużo dziwnych głosek, których u nas nie ma. Dziewczyny nas uczyły, nie było łatwo. To trudny język.

E.M.: Najbardziej rzeczywiście zaprzyjaźniliście się z Dunkami.

Marcin: Tak, były ładne i miłe. Będziemy w kontakcie z nimi na Facebooku.

Oskar: Żałuję, że nie podeszliśmy do nich wcześniej na lotnisku, gdy razem czekaliśmy w Berlinie przez wiele godzin na samolot do Budapesztu. Zmarnowaliśmy ten czas, one potem okazały się tak sympatyczne. Wtedy ich jeszcze nie znaliśmy, wstydziliśmy się. Uważam teraz, że nie trzeba czekać na pierwszy krok z czyjejś strony, należy to robić samemu – wyjść z inicjatywą, być otwartym, podejść. Warto się szybciej i lepiej poznać! Szkoda czasu na wstydzenie.

Karolina: Wymieniliśmy się adresami również z wieloma osobami z innych krajów.

E.M: A jak czuliście się w węgierskiej szkole wśród jej uczniów – waszych rówieśników? Widziałam, że byliście oblegani przez Węgrów również po występie tanecznym w miejskim ośrodku kultury.

Karolina i Angelika: Czułyśmy się jak gwiazdy, byłyśmy w centrum ich zainteresowań, robili nam zdjęcia. Choć i tak Dunki - jasne blondynki najbardziej się Węgrom podobały.

Marcin: Czujemy się dowartościowani, wszyscy gratulowali nam występu. Niektórzy mówili, że był najlepszy ze wszystkich. Nasze stroje krakowskie bardzo się podobały. I najdłużej uczyliśmy kroków krakowiaka, utwór trwał aż 4 minuty, więc zdążyliśmy pokazać wszystkie figury, oprócz hołubców, bo są za trudne dla tańczących po raz pierwszy.

Oskar: Czuliśmy się ważni, w szkole i po występie, fajnie udawało się dogadywać. To boskie uczucie – było epicko!

EM.: Proszę, abyście na zakończenie ocenili nasz wyjazd na Węgry . Co jeszcze się wam podobało? Z jakimi wrażeniami, refleksjami wyjeżdżacie?

Marcin: Bardzo podobała się nam wycieczka do Budapesztu, to piękne stare miasto, zobaczyliśmy ciekawe zabytki, płynęliśmy statkiem po Dunaju. Organizacja całego wyjazdu była właściwa. Wieczorem mieliśmy trochę wolnego czasu, wtedy też mogliśmy integrować się z innymi.

Angelika: Nauczyciele bardzo się o nas troszczyli. To mi się bardzo podobało.

Oskar: Bardzo dobre, wg mnie, było to, że nauczyciele, z którymi przyjechaliśmy, okazali się otwarci i sympatyczni. Można było pośmiać się i porozmawiać. Zintegrowaliśmy się więc też z nauczycielami. Odkryliśmy ich inne oblicze, nie byli tak rygorystyczni jak na lekcjach - okazali się wyluzowani i komunikatywni.

Karolina: Nauczyciele z innych krajów też byli bardzo fajni, a szczególnie pan Andrej ze Słowenii – wesoły i dowcipny.

Oskar: Dzięki temu wyjazdowi uświadomiłem sobie, że język jest najważniejszy w komunikacji. Zawsze warto jeszcze więcej uczyć się języka angielskiego. Przede wszystkim ćwiczyć mówienie. Gdy nie umiałem wyrazić myśli, bo brakowało mi słowa, szukałem innego bliskoznacznego, bym mógł powiedzieć to, co chciałem. Naprawdę mówienie, słuchanie i znajomość słów są najważniejsze.
Wszystko było świetne! Cały ten wyjazd na Węgry to magia!

12-16 listopada 2012 Węgry Comenius

Wkrótce zamieścimy więcej zdjęć.

wtorek, 27 listopada 2012

Nasi uczniowie w finałach wojewódzkich

20.11.2O12r. w Starogardzie Gdańskim odbyły się Wojewódzkie Igrzyska Młodzieży Szkolnej w Indywidualnym Pływaniu. Gdynię reprezentowało czworo naszych pływaków (medaliści Mistrzostw Gdyni): Zuzanna Goś IV c, Magdalena Lewandowska IV c, Maksymilian Klaman IV e, Karolina Konieczna klasa V b. Bardzo dobrze spisali się wszyscy nasi pływacy sklasyfikowani w pierwszej dziesiątce zawodów. Bardzo wysokie III miejsce w konkurencji 25 m stylem grzbietowym zajął Maksymilian Klaman.